Co roku o tej porze bierze mnie na wypieki ( to chyba ze względu na ogromną ilość owoców ). Bardzo często robię takie ciasto , do którego mam jakiś sentyment ( chyba dlatego , że kiedyś bardzo ono posmakowało pewnej Kasi... )
Fotka została zrobiona przed ostatecznym szlifem , którym jest odrobina galaretki - niestety wcześniej wymieniona skutecznie odbija światło przez co nie widać tak ślicznie owoców. Ja galaretki daję tylko troszkę - tyle by owoce nie spadały i brzoskwinie nie obeschły gdyby miało stać kilka dni ( co w mojej rodzinie graniczy z cudem!!!))))) ) Do tego użyłam własnych wisni i borówek, które wczesniej gościły na moim blogu oraz brzoskwiń od miłej Pani z placu ale można oczywiście dać inne.
Polecam wszystkim na letnie deserki.....

ale się rozgadałam fiu fiu...